Jak by nie było, nauczanie nigdy nie było moją pierwszą pasją. Denerwuję się przed każdymi zajęciami, nie lekceważę żadnej grupy, nie dzielę tematów na  łatwiejsze i trudniejsze. Oczywiście zwiększająca się liczba lat doświadczenia zawodowego przynosi coraz większy spokój, ale zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidywalnego, znikąd wyrosnąć napięcie albo rozczarowanie. To samo ćwiczenie potrafi świetnie sprawdzić się o godzinie 17.30, ale już o 19.00 może się objawić jako sflaczałe i nieudane. Do ostatniej minuty ostatnich zajęć kursu nie można pozwolić sobie na to by spocząć na laurach. Trochę jak na koncercie.

Moją pierwszą pasją (nie licząc epizodu piłkarskiego, kiedy to oczami wyobraźni widziałem siebie na prawym skrzydle z numerem 11 na plecach) była i jest muzyka. Zawsze myślałem, że będę gwiazdą rocka i na tym jednym polu nie udało się mnie nikomu zahukać, a różne prezenty typu występ na Woodstocku udowodniły tylko, że czasem marzenia się spełniają.

Lektor Kontaktu musi mieć coś z artysty. Na przykład musi przetrzymać  to, że przez tak długi czas jest w centrum uwagi, nawet wtedy gdy źle się czuje, albo coś mu się znowu nie udało. I nie chodzi tu oczywiście o tanie popisy, bo show bez esencji jest nic nie warty. Chodzi o to, żeby zapalić Słuchacza (o, „Słuchacz”, znowu „muzyczne” słowo!) do Sprawy, nawet jeśli jest nią w danym momencie „tylko” czas Present Continuous. Chodzi o to, żeby przekonać Go o tym, że w języku – jak w muzyce – nie jest wszystko jedno, że liczy się i to, co się mówi i to, jak się mówi. Chodzi o to, żeby zachęcić Go do samodzielnego powrotu do usłyszanych dźwięków, bo wprawy i pewności nabiera się dopiero po wielokrotnym wysłuchaniu danej piosenki to znaczy frazy językowej. A jak powtarzać materiał bez zapału?

Jako się rzekło, same zajęcia też mają dużo wspólnego z koncertem. Muszą mieć swoją konstrukcję, dramaturgię i nerw. Musi zawiązać się przynajmniej cienka nić porozumienia między grającym i słuchającym, która bazuje na wspólnym staraniu, żeby – jak po dobrym koncercie -wyszło się z zajęć ubogaconym. I Słuchacz, i muzyk też . O tak! Udana lekcja to nie tylko taka, w której komuś coś nie wiadomo jak dobrze WYSZŁO, ale też taka, po której coś się ZMIENIŁO, nawet jeśli miałoby chodzić „tylko” o znajomość czy wymowę paru słówek.   Bo i zajęcia, i koncert to przede wszystkim SPOTKANIE. I tutaj nie da się nic zakłamać, trzeba być w stu procentach obecnym.

Dobry artysta ma w sobie dużo pokory i zawsze pamięta o tym, czego mu nie dostaje. Mam nadzieję, że moje najlepsze zajęcia są jeszcze przede mną. Może to te z Tobą, drogi Czytelniku.

(Poniższy link prowadzi do popełnionych przez autora recenzji płyt z jego ulubionego gatunku – classic rocka): http://insearchoflostchord.blogspot.com/

Autor: Gerard Nowak/blog.cjo.pl

http://insearchoflostchord.blogspot.com/